
Pewne siebie przybyłyśmy na miejsce. Kilka minut później dotarł również lider projektu - Bartosz Bednarz. Kiedy weszłyśmy do klasy, w której miały odbyć się zajęcia, zamieniliśmy się w słup soli. Sala była tak mała, że z trudem można było się w niej poruszać. Dobrą wiadomością było to, że druga godzina warsztatów miała się odbyć już w większej sali informatycznej. Już na początku przekonałyśmy się, że zajęcia będą się różniły od tych w SP 3. Klasa V była spokojna, ale przede wszystkim bardzo cicha. Trudno nawiązywało się kontakt i dyskutowało o projekcie. Same wybierałyśmy uczniów, by powiedzieli swoje zdanie o sytuacjach przedstawionych w ćwiczeniach. Każdego musiałyśmy ciągnąć za język. Dopiero gdy zaproponowałyśmy, że najbardziej aktywna osoba dostanie nagrodę, klasa ożywiła się, stała się bardziej spontaniczna. Spodobało nam się to, że piątoklasiści bardzo starannie wykonywali każde zadanie. Powstały świetne plakaty na temat łamania praw dziecka. Miłym zaskoczeniem było także to, że uczniowie znają i angażują się w wiele akcji charytatywnych. Potrafili wymienić takie strony internetowe jak: pajacyk.pl, okruszek.pl , a jeden chłopiec wyciągnął z plecaka „Cisowiankę” i powiedział: „woda dla Sudanu”. Na zakończenie rozdałyśmy krzyżówki, których hasłem była - edukacja. Sądząc po zawartości ankiet, zajęcia podobały się, a uczniowie prosili o następne.

Na 4. i 5. lekcji zaplanowaliśmy spotkania z klasą 4b. Uczniowie z tej klasy to istny żywioł. Wszędzie było ich pełno, wszędzie głośno. Czekały nas zajęcia całkowicie inne od poprzednich. W tym przypadku dyskusja nie okazała się najlepszym pomysłem. Najciekawszą , ale przede wszystkim najskuteczniejszą metodą na „małych terrorystów” okazała się praca. Uczniowie cały czas mieli zajęte ręce. Wypełniali tzw. tor życia, piramidę edukacyjną, malowali plakaty, czytali wierszyki. Staraliśmy się jak najbardziej ich zmęczyć. Dopiero pod koniec zajęć mogliśmy spokojnie usiąść i porozmawiać. Wiedza czwartoklasistów była mniejsza w porównaniu do starszych kolegów. Myśleli, że każdy (nieważne, gdzie mieszka) ma swobodny dostęp do edukacji, że życie wszędzie wygląda tak samo. Mam nadzieję, że po warsztatach zmienił się ich sposób myślenia i postrzegania złożoności świata. Niektórzy zadeklarowali nawet, że porozmawiają o tym z młodszym rodzeństwem. To właśnie najbardziej nas ucieszyło. Zmęczone, ale szczęśliwe wróciłyśmy do domu. Mimo to, że dzieci nie ułatwiały nam zadania, jesteśmy bardzo zadowolone z przeprowadzonych zajęć. Cieszymy się, że nasz projekt i nasze działania wykraczają już poza teren miasta :).

Autor: Ola Maj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz